Aleksander Kwieciński, Abbvie: Polska jest ważnym graczem

Dodano:
Aleksander Kwieciński, dyrektor generalny AbbVie Polska
Spektakularny postęp ostatnich lat w takich obszarach, jak rozwój infrastruktury, logistyka, transport czy infrastruktura cyfrowa, to jeden z powodów, dla których zaczyna się nas traktować globalnie jak poważnego partnera, obok potęg europejskich, takich jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Włochy –  mówi w rozmowie z Agnieszką Fedorczyk Aleksander Kwieciński, dyrektor generalny AbbVie Polska.

Jeszcze kilka lat temu Polska była postrzegana głównie jako rynek wschodzący. Co dziś sprawia, że globalne firmy – takie jak AbbVie – patrzą na Polskę strategicznie, a nie peryferyjnie?

Polska jest dziś zauważana nie tylko przez AbbVie, ale przez wiele globalnych organizacji. Mamy stabilny wzrost gospodarczy, który utrzymuje się także w trudniejszych momentach. To w świecie międzynarodowego biznesu ma ogromne znaczenie – pokazuje odporność systemu i przewidywalność otoczenia. W kontekście ochrony zdrowia istotne są także stabilne ramy regulacyjne oraz funkcjonowanie w strukturach Unii Europejskiej. To buduje zaufanie i pozwala planować długofalowo. Polska jest największym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE). Jednocześnie w ostatnich latach dokonał się znaczący postęp infrastrukturalny i cyfrowy. To wszystko sprawia, że przestajemy być postrzegani jako rynek „do nadrobienia”, a coraz częściej jako partner do współtworzenia rozwiązań.

Co z perspektywy centrali wyróżnia dziś Polskę na tle innych rynków regionu CEE?

Z perspektywy centrali widać przede wszystkim rosnącą innowacyjność. I to nie tylko na tle regionu CEE, ale szerzej – w kontekście europejskim. W Polsce pojawia się coraz więcej start-upów i inicjatyw technologicznych, które pokazują, że potrafimy bardzo sprawnie wykorzystywać dostępne rozwiązania i nadawać im nowe, praktyczne zastosowania. Widać, że wokół innowacji zaczyna się budować pewien ekosystem. Jedne projekty napędzają kolejne, rośnie ambicja, rośnie skala działania. Mamy potencjał – i to potencjał, który zaczyna być zauważalny międzynarodowo. Coraz częściej polskie firmy i zespoły są obecne w globalnej przestrzeni, a to zmienia sposób postrzegania kraju jako całości. Oczywiście geograficznie stanowimy część Europy Środkowej czy Środkowo-Wschodniej, ale pod względem skali i tempa rozwoju jesteśmy dziś porównywani do największych rynków europejskich. Staliśmy się bardzo dynamicznym graczem – a w biznesie dynamika jest ceniona.

Dla centrali w Stanach Zjednoczonych Polska jest dziś wymieniana jednym ciągiem obok takich krajów, jak Niemcy, Francja, Włochy czy Wielka Brytania. To pokazuje zmianę jakościową w postrzeganiu naszego rynku. Niedawno uczestniczyłem w globalnym spotkaniu dyrektorów generalnych oddziałów AbbVie, podczas którego omawialiśmy strategię i kierunki rozwoju. I muszę przyznać, że było dla mnie dużą satysfakcją zobaczyć, że Polska pojawiała się kilkakrotnie jako przykład konkretnych działań – obok takich krajów jak Niemcy, Włochy czy Hiszpania. To sygnał, że jesteśmy traktowani poważnie.

Jakie obszary talentów i know-how są dziś największym atutem polskiego rynku?

Mamy świetnych naukowców – bardzo zdolnych, ambitnych i pracowitych. Oczywiście to zagadnienie jest bardziej złożone, bo jedno to potencjał intelektualny, a drugie – dostęp do finansowania i infrastruktury badawczej. Natomiast jeśli chodzi o myślenie ścisłe, kompetencje analityczne i potencjał innowacyjny – bez wątpienia go mamy. Coraz częściej widać też, że potrafimy łączyć świat nauki z biznesem i technologią. To niezwykle ważne, bo sama wiedza nie wystarczy – kluczowe jest jej przełożenie na konkretne rozwiązania. Mamy silne zaplecze w badaniach klinicznych, w pracy projektowej i w funkcjonowaniu w środowisku międzynarodowym. To sprawia, że Polska jest dziś nie tylko miejscem realizacji globalnych strategii, ale coraz częściej także ich współtwórcą.

Czy Polska stała się dziś dla globalnych firm punktem odniesienia dla innych rynków regionu?

Zdecydowanie. To jest naturalny element funkcjonowania globalnej organizacji – poszczególne rynki uczą się od siebie nawzajem. W naszym przypadku zwraca uwagę przede wszystkim to, jak radzimy sobie w złożonym i dynamicznie zmieniającym się systemie. Polska jako kraj wciąż się rozwija, modyfikuje rozwiązania, testuje nowe podejścia. Ten ruch jest ciągły.

U nas sytuacja wygląda inaczej niż w wielu krajach zachodnich, gdzie systemy są od lat ugruntowane i działają według ustalonych schematów. W Polsce w ostatnich kilkunastu latach system ochrony zdrowia przechodził wiele zmian. Niezależnie od ich oceny nauczyliśmy się funkcjonować w warunkach transformacji i niepewności. To buduje elastyczność i odporność. W krajach, gdzie wszystko jest stabilne od dekad, paradoksalnie trudniej wprowadzać zmiany. My mamy doświadczenie w ich przeprowadzaniu. I to jest wartość, którą organizacja globalna dostrzega. Polska pokazuje, że można reformować system, zwiększać dostęp do leczenia i jednocześnie utrzymywać dynamikę rozwoju.

Jesteśmy obserwowani pod kątem tego, jak szybko potrafimy zwiększać dostęp do terapii i jak współpracujemy z interesariuszami systemu. Widzimy, że nasze doświadczenia bywają analizowane i traktowane jako punkt odniesienia dla innych rynków. Cechą, z której jestem szczególnie dumny, jest wytrwałość. Jeśli wyznaczamy sobie cel, konsekwentnie do niego dążymy. W obszarze zdrowia oznacza to systematyczne podnoszenie standardów i szukanie rozwiązań nawet wtedy, gdy droga nie jest prosta. Ważne, by nie rezygnować. Ta determinacja, połączona z umiejętnością pracy zespołowej, przekłada się na realne efekty – chociażby w postaci szybszego udostępniania nowoczesnych terapii pacjentom. I to jest coś, co w organizacji międzynarodowej naprawdę jest doceniane.

Zbyt często patrzymy na wydatki na ochronę zdrowia wyłącznie przez pryzmat kosztu. Tymczasem kraje, które są dziś liderami, traktują je jako inwestycję w rozwój. Przeznaczają na zdrowie ponad 10 proc. PKB. W Polsce osiągnęliśmy poziom około 7 proc.

Nie bez znaczenia jest tu rola organizacji pacjenckich.

Rola pacjenta jest nie do przecenienia, bo to on najlepiej wie, jak wygląda codzienne życie z chorobą i z jakimi wyzwaniami się mierzy. To najbardziej wiarygodny głos w rozmowie o systemie – naturalny reprezentant realnych potrzeb. Budujące jest to, że wytrwałość w dążeniu do celu widać dziś nie tylko po stronie firm czy organizacji pacjenckich, ale coraz częściej także po stronie instytucji publicznych. Mówimy przecież o całym systemie. Jeżeli potrafimy wspólnie zdefiniować problem – na przykład w obszarze dostępności innowacyjnych leków – i jeśli pacjenci są rzeczywiście wysłuchani przez decydentów, to widać, że decyzje zaczynają iść w konkretnym kierunku. Coraz częściej mamy do czynienia z dialogiem, a nie z jednostronną komunikacją. Dobra współpraca zaczyna się od wspólnego celu. A pacjenci są bardzo silnym impulsem do tego, żeby ten cel jasno nazwać i konsekwentnie do niego dążyć.

Jakie warunki muszą być spełnione, aby Polska utrzymała – i wzmocniła – swoją strategiczną pozycję w międzynarodowych organizacjach?

Jeśli chcemy, aby Polska była postrzegana jako kraj pierwszego wyboru w Europie w obszarze ochrony zdrowia – jeden z tych wymienianych jednym tchem obok największych gospodarek – kluczowa musi być konsekwencja w inwestowaniu w innowacyjność medyczną. Spójrzmy na to bardzo prosto. Gdybyśmy siedzieli przy rodzinnym stole i rozmawiali o priorytetach, zdrowie byłoby jednym z pierwszych tematów. Bo bez zdrowia nie ma pracy, rozwoju, podróży ani realizacji planów. To fundament. Z perspektywy państwa zdrowie często konkuruje z innymi obszarami, ale w gruncie rzeczy to właśnie ono warunkuje wszystko inne. Zdrowe społeczeństwo to większa aktywność zawodowa, wyższa produktywność, więcej energii społecznej. Jeżeli tego zabraknie, konsekwencje są realne – w postaci zwolnień, rent, wyłączenia z rynku pracy. Choroby przewlekłe dotykają często ludzi w wieku produkcyjnym, w momencie ich największej aktywności. To oznacza straty nie tylko osobiste, ale również gospodarcze.

Przykładem może być migrena. Raport niemieckiego instytutu badawczego WifOR pokazał, że w niektórych krajach wpływ tej choroby na PKB sięga nawet kilku procent. W przypadku Czech to 1,65 proc., w Niemczech nawet 2 proc. Gdyby odnieść podobne wskaźniki do Polski, mówimy o dziesiątkach miliardów złotych rocznie. To pokazuje skalę wyzwania. Wciąż zbyt często patrzymy na wydatki na ochronę zdrowia wyłącznie przez pryzmat kosztu. Tymczasem kraje, które są dziś liderami, traktują je jako inwestycję w rozwój. Przeznaczają na zdrowie ponad 10 proc. PKB.

W Polsce osiągnęliśmy poziom około 7 proc., ale jeśli chcemy być w pierwszej lidze, musimy myśleć długofalowo. Nie chodzi tylko o poziom finansowania. Równie ważna jest stabilność regulacyjna, przewidywalność decyzji i partnerski dialog z interesariuszami systemu. To buduje zaufanie i sprawia, że Polska jest postrzegana jako miejsce, w którym warto inwestować – nie tylko kapitał, ale też wiedzę i innowacje. Ostatecznie wszystko sprowadza się do ludzi. To zdrowi ludzie napędzają gospodarkę i rozwój. Jeśli chcemy utrzymać tempo, z którego jesteśmy dziś dumni, ochrona zdrowia musi być jednym z naszych strategicznych filarów.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...